W czerwcu pisałem o ciekawym sposobie utrzymywania skrzynki pocztowej w ryzach:) Po niecałym roku używania postanowiłem napisać kilka zdań podsumowania.
Podsumowanie:
- Systematyczność jest chyba najważniejszą cechą jaką trzeba posiąść przy tej metodzie. Jeśli w jakiś dzień odpuścisz sobie usunięcie jakiegoś zbędnego maila, to z kolejnym dniem takich wiadomości pojawi się więcej. Po tygodniu można powiedzieć, że zamiast mieć pustą skrzynkę masz tonę wiadomość w głównym folderze.
- Konsekwencja - czasem są tematy które trudno gdzieś zakwalifikować, zdarzają się sytuacje, w których najchętniej podzieliłbym folder To Do na 10 mniejszych (dziś, na wczoraj, na przed wczoraj…) Niestety jeśli zakładałeś, że chcesz uprościć skrzynkę to przez takie podziały możesz szybko wrócić do starej struktury katalogów.
- Wydajność – Kiedyś przy 4-7GB profilach narzekałem na wydajność, dziś ani Outlook ani Thunderbird nie zamula mi sprzętu. Archiwum zajmuje raptem 1GB a główna skrzynka jakieś 10-50MB:)
- Czas/ efektywność –Na początku bałem się, że przenoszenie wszystkiego do odpowiednich folderów, decydowanie o tym czy daną wiadomość zarchiwizować czy usunąć będzie zajmować mi sporo czasu. Po tych kilku miesiącach mogę powiedzieć, że inbox zero jest idealną metodą. Bardzo rzadko zdarza się bym komuś nie odpowiedział na mail w przeciągu jednego dnia roboczego, nie zdarza mi się pomijać maili, które gdzieś się zawieruszyły, nie pytam ludzi kiedy wysłali wiadomość by móc ją odszukać w tonie zbędnego śmiecia. Poznałem dodatkowe mechanizmy Outlooka, które jeszcze bardziej ułatwiają pracę.
- Flagi – Outlook ma możliwość dodania flagi monitorującej do wiadomości, tak więc jeśli przenosisz wiadomość do folderu To Do warto na taką wiadomość narzucić odpowiednia flagę. Dzięki temu nie musisz cały czas zaglądać do folderu To Do.
- Foldery ulubione – kiedyś denerwowała mnie spora ilość folderów, które generuje Outlook po założeniu skrzynki (wysłane, robocze, kosz, archiwum, itd.) Jeśli ktoś pracuje na 15 calowym ekranie to ilość tych folderów nie mieści się w jednym oknie i trzeba używać scrolla by kontrolować wszystkie foldery. Od pewnego czasu przerzuciłem się na foldery ulubione, które znacząco minimalizują ilość widocznych folderów.
Odbiegając od tematów IT:)
Dziś przez przypadek wpadłem na ciekawy link: klik. Polecam też przeczytać niektóre komentarze.
Na podstawie tego linku okazuje się, że moje zbiory mp3 są w pełni legalne:) Od pewnego czasu zastanawiałem się, jak to jest z mp3, które zostały przegrane z legalnych płyt. Od pewnego czasu pożyczam od znajomego co pewien czas jakiś krążek CD. Wiadomo tydzień dwa można go posłuchać potem dobrze byłoby oddać. Jeśli wykonawca się spodoba to zaczyna się proces szukania płyty w różnych sklepach muzycznych czy aukcjach internetowych. Po pewnym czasie okazuje się, że krążek można kupić jednak kosztuje on 10$ a przesyłka 25$. Od dziś nareszcie wiem, że mogę sobie taki krążek zgrać i legalnie słuchać w domowym zaciszu.
Czyli kolejna odsłona nowego Bonda.
Film miał jeden plus:) Jadąc na niego odwiedziłem sklep meblowy i wreszcie zamówiłem sobie coś do salonu:)
Jeśli chodzi o nową sylwetkę Bonda to:
- Daniel Craig wygląda jak agent rosyjskiego a nie brytyjskiego wywiadu.
- Jak można tak zniszczyć db9 i gdzie do cholery są te wszystkie fajne i nierealne wynalazki?
- Czy nowa odsłona Bonda musi stosować zasadę “bij, zabij a potem zastanawiaj się kto następny”?
- Czy ilość połamanych kości od teraz będzie decydować, która część bonda jest najlepsza?
- Gdzie się podziało martini.
Jeśli chodzi o sam film:
- Czy niektóre akcje muszą być tak szybkie? Siedząc na środku dużej sali w Multikinie nie ogarniałem ich. Albo siedziałem za blisko ekranu albo faktycznie było zbyt dynamicznie:(
- Fajna muzyka i krajobrazy, szkoda że wstęp do filmu taki długi.
- Fabuła nawet ok. No może ten wątek zemsty nie pasuje mi do 007.
W porównaniu do “Goldfinger”, “Ośmiorniczka” czy “Pozdrowienia z Rosji” “Quantum of Solace” dostaje 5+/10 – plus za ten sklep meblowy:)
Przy uaktualnieniu silniku bloga poleciały z mojej winy komentarze:(
W najbliższym czasie pojawi się dział download w którym będę wrzucał skrypty i programy, które kiedyś napisałem.
W sumie to nawet nie liczyłem, że będę go w stanie zadać. Sprawy prywatne dość mocno utrudniły przygotowania do tej bety. Na szczęście udało mi się zapoznać z rodzajem pytań jaki na nim występuje. Dzięki temu wiem, jakiego rodzaju pytani mogę się spodziewać oraz jaki materiał jest niezbędny:) Może w najbliższym czasie (początek 2009) uda się zdać finalną wersję
Ostatnimi czasu urządziłem sobie taki pseudo urlop od czasu wolnego. Przez pewien czas łudziłem się, że gra w MORPG da mi trochę odpoczynku od rzeczywistości. Jednak jeśli ktoś spędza około 10 godzin w pracy z komputerem, to kolejne 4H relaksu przy World of Warcraft nie są zbyt dobrym rozwiązaniem. W gruncie rzeczy spędzam dziennie około 18-21h przed komputerem.
Dzisiaj po wysłuchaniu kilku wykładów Randego Pousch’a postanowiłem zmienić trochę mój dzienny grafik. Po kilku minutach przemyśleń zauważyłem, że zbyt wiele czasu tacę na przyjemności które zamiast mnie relaksować , jeszcze bardziej dobijają. Za parę tygodni opiszę postęp zmian, które wprowadzam w życie:)
Aktualnie jestem już wolny, po raz drugi usunąłem konto z serwera World of Warcraft. Widzę po sobie, że mimo drugie udanego startu łotrzykiem gra zaczęła mi się nudzić po 14 poziomach.
Na samym początku WoW jest bardzo wciągający:
- Masę postaci
- Dużo przedmiotów, questów
- Ciekawe sprawności do wyćwiczenia
- Fajny klimat (muzyka, grafika, fabuła, ludzie)
- Nie trzeba tyle rozmawiać z AI, co w innych RPG
Wady gry:
- wykonywanie questów jest monotonne
- czasami trzeba stracić 1 h na to by przejść z punktu A do punktu B
- jak zginiemy to w większości przypadków przenosiny z punktu C do B trwają 30 minut.
Najlepszym podsumowaniem WoW jest jeden z odcinków South Park – Make love not WoW
P.S.
Może faktycznie człowiek już wyrósł z gier skoro tak szybko go nudzą.
Ostatnie Komentarze